Majówka w Turcji i „pożegnanie” z Çanakkale

0 Flares Facebook 0 Google+ 0 Twitter 0 Pin It Share 0 0 Flares ×

O Çanakkale pisałam tutaj wielokrotnie. To właśnie epizod życia w tym niewielkim mieście w północno-zachodniej Turcji skłonił mnie cztery lata temu do założenia tego bloga (początkowo nosił nazwę „Merhaba Çanakkale!”) i opisywania codzienności życia w Turcji. Doskonale pamiętam, jak każdy najmniejszy zachwyt, zaskoczenie i zauroczenie turecką kulturą opisywałam tutaj skrupulatnie z wypiekami na twarzy. Bywały też dni, gdy miałam ochotę napisać, jak ciężko, jak daleko od domu i jak dziwnie tam żyć. Çanakkale szybko jednak ocierało mi łzy z twarzy i niczym niemowlak, który jeszcze przed chwilą strasznie cierpiał, po kilku minutach radośnie rozglądałam się na boki, ciesząc się na widok każdej drobnostki. Ostatecznie więc o Çanakkale pisałam tylko w zachwytach, a poniższy tekst jest prawdopodobnie pierwszym, w którym ich zabraknie.

Pamiętam doskonale moment, w którym z toną walizek wyjeżdżałam z Çanakkale. Autokar jechał pokrętnymi drogami, zmierzając w stronę gór, a cieśnina Dardanele i charakterystyczny napis „Dur Yolcu” znikały z mojego pola widzenia. Zauroczona bez końca w tym mieście, zastanawiałam się, czy jeszcze kiedyś tu wrócę. Mijały lata, a ja nie wracałam. Odwiedziłam w tym czasie wiele innych pięknych miejsc, idealizując wspomnienia o Çanakkale do granic możliwości. Wspomnienie tego niewielkiego miasta urosło w mojej głowie do rangi legendy. Po trzech latach nadszedł czas, by się z nią zmierzyć.

Jeśli planujecie wycieczkę lub wczasy w Çanakkale albo wyjazd tam w ramach wymiany Erasmus, odsyłam Was do moich dawnych tekstów, w których dosyć dokładnie opisałam, jak wygląda życia miasta. Więcej informacji znajdziecie także w moim przewodniku po Çanakkale i północno-zachodniej Turcji

Był gorący majowy dzień, a prom z naszym autokarem na pokładzie dobijał do brzegu Çanakkale. Po kilku fantastycznych dniach spędzonych w Stambule, znaleźliśmy się na środku Iskele (przyp. główny plac w mieście) i zmierzaliśmy w stronę kultowego hotelu Anzac. Gdy recepcjonista był już bliski pokazać mi mapę i zaprezentować najważniejsze punkty w mieście, zdążyłam wspomnieć, że dobrze przygotowałam się do tej wyprawy.. Jakże inaczej, wszak w torbie czekał mój autorski przewodnik po nim. Chwilę później żarty się skończyły. Słońce zaczęło chylić się ku cieśninie, a dla mnie nadszedł czas na pierwszy spacer po „starych śmieciach”.

Trzy lata to wystarczająco dużo czasu, by zapomnieć układ niektórych uliczek, dawne twarze często widywanych sprzedawców i rozkład jazdy miejscowych autobusów. Dziwnym trafem jednak, nie zapomniałam ich ani trochę. Choć minęły lata, w Çanakkale czas stanął w miejscu. Oprócz kilku kosmetycznych zmian, miasto wyglądało dokładnie tak, jak wówczas, gdy z niego wyjeżdżałam.

Wraz z moim chłopakiem, który dzielnie towarzyszył mi w tej nieco retrospekcyjnej wyprawie, spędziliśmy w Çanakkale kilka fantastycznych dni. Była okazja, by spotkać się z przyjaciółmi, by odwiedzić najważniejsze miejsca, popłynąć na Bozcaadę i spróbować lokalnych pyszności. Było ciepło, miło, sympatycznie. Przez ten cały czas nie opuszczało mnie jednak wrażenie, że dłużej niż te kilka dni chyba nie wiedziałabym już, co tutaj robić. Bo choć w Çanakkale nie zmieniło się nic, we mnie najwidoczniej niemal wszystko. Dawny urok i magia tego miejsca jakoś dziwnie uciekły, a dawna ochota na dożycie tutaj późnej starości ulotniła się niczym dym z fajki wodnej. Mimo bezdyskusyjnego uroku miasteczka, znacząco spadło w hierarchii moich ulubionych miejsc w Turcji i tych, które będę polecać znajomym. Wizja powrotu do Stambułu i kolejnych dni tam ekscytowała mnie jak nigdy wcześniej. Tym razem opuszczałam Çanakkale z przekonaniem, że Turcja skrywa w sobie zbyt wiele urokliwych i wyjątkowych miejsc, by wpatrywać się przede wszystkim w konia trojańskiego.

Poznaj ceny hoteli w Çanakkale!

Co z moją miłością do Turcji? Trwa w najlepsze! Już nie mogę się doczekać naszej kolejnej wyprawy na południe kraju i odkrycia tych wszystkich fantastycznych miejsc, które nadal znam tylko ze zdjęć i książek.

Zdjęcia: Marcin Bąkiewicz