Weekend w Berlinie. Lollapalooza, Ampelmann i niedźwiedzie

0 Flares Facebook 0 Google+ 0 Twitter 0 Pin It Share 0 0 Flares ×

Ampelmann, niedźwiedzie i fantastyczne muzea – to zdecydowanie moje ulubione wspomnienia z Berlina, tuż po kilkudniowej wizycie w stolicy Niemiec. Berlin zachwycił mnie swoim klimatem, wszechobecną sztuką uliczną oraz znakomitymi pomysłami na promocję swoją.  

Jeśli mam ten zaszczyt gościć na blogu stałych czytelników, zapewne zdążyli oni zauważyć, że w zakresie podróży jestem beznadziejnie kochliwa. Wystarczy mi zaledwie kilka spojrzeń na nowy skrawek świata, miasta lub ulicy, uzupełnionych mieszanką lokalnej kultury, kuchni i atmosfery, by w moment poczuć w sobie narodziny nowej miłości. Wraz z nią budzi się przekonanie, że odtąd chcę w to miejsce wracać cyklicznie, że ja i ono jesteśmy dla siebie stworzeni i nigdy nie zdołamy się sobą znudzić. Jak możecie się domyślać, czas zwykle weryfikuje ów stan, a czarujące miejsce blednie przy wizji odkrycia czegoś nowego.

Tym razem trafiło na Berlin. Choć mogłabym pochwalić się całkiem niezłą znajomością wielu dalszych zakątków Europy, moja znajomość kraju zachodniego sąsiada sięga zera, nie licząc trasy na lotnisko Tegel, skąd często wylatywałam do i przylatywałam ze Stambułu w trakcie mieszkania w Turcji. Na zaplanowany weekend w stolicy Niemiec, oddalonej o zaledwie nieco ponad 270 km od Poznania, gdzie przyszło mi spędzić studenckie lata, wybrałam się więc niczym w daleką podróż. I choć oczywiście trudno Polakom doszukiwać się w Berlinie egzotyki, miasto potrafi solidnie zawrócić w głowie swoją atmosferą, klimatem i kulturą!

Głównym celem wyjazdu była tegoroczna edycja festiwalu Lollapalooza, który od trzech lat odbywa się także w Berlinie. W tym roku impreza miała miejsce na terenie toru wyścigów konnych Rennbahn Hoppegarten, a na festiwalowych scenach wystąpili m.in. Foo Fighters, Mumford & Sons i Michael Kiwanuka. Oprócz fantastycznych doznań muzycznych znakomite wrażenie zrobiło miasteczko festiwalowe, przypominające czarodziejską krainę.

Podczas zwiedzania Berlina zachwyciły mnie trzy elementy – fantastyczne historyczne muzea, które dobrze radzą sobie z nawet najtrudniejszymi momentami historii Niemiec, zabawne wszechobecne figury niedźwiedzia – symbolu Berlina, jak również.. Ampelmann! Ten ostatni, czyli „ człowieczek ze świateł” to we wschodniej części Berlina prawdziwa ikona, która pochwalić się może własną siecią sklepów z pamiątkami oraz kawiarni. Ampelmännchen – zielony z charakterystycznym kapeluszem oraz czerwony z rozłożonymi rękami zostały stworzone w 1961 przez niemieckiego psychologa Karla Peglaua. Człowieczek z  NRD-owskich sygnalizacji świetlnych jest dziś prawdziwą maskotką miasta, a stolica Niemiec znalazła znakomity sposób na ożywienie swojej historii i zarażenie mieszkańców oraz turystów sympatią do Ampelmanna. Nie da się ukryć, mi także się ona udzieliła, a gąbkowy Ampelmann przez dwa dni zwiedził z nami niemal cały Berlin. :)

Lokalizacja: