Grecja to nie kraj, Grecja to stan umysłu [Rodos, część I]

0 Flares 0 Flares ×

- PROLOG - 

[Korfu, wrzesień 2015] No cześć, stara kombinatorko! Znów widzimy się po kilkunastu miesiącach, a Ty – zupełnie jak jedno z tych Twoich win uderzających do głowy – wraz z upływem czasu czarujesz coraz mocniej. W porządku – mam do Ciebie słabość, ale nie udawaj. Wszyscy wiedzą, że w ostatnich latach nie wiedzie Ci się najlepiej, podstarzała Ellado. Przyznasz wreszcie, że skąpane w słońcu lenistwo i odurzona morską bryzą słabość do zabawy nie wyszły Ci na dobre? A gdzie tam. Z gracją Afrodyty, siłą Kratosa i pijacką fantazją Dionizosa znów trzymasz głowę do góry, choć korona jeszcze kiwa się po kolejnym upadku w rynsztok kryzysu. Kto by się tam przejmował, że ekonomicznie nie wiedzie Ci się najlepiej, kiedy wianuszek Twoich adoratorów kończy się dopiero tam, gdzie granice lądów tłuką się o fale opływających Cię wód. Kilka dni z Tobą i znów muszę to przyznać: pełna ruin i w ruinie, kolebiąca się kolebko naszej kultury – Grecjo, jesteś cudowna! 

[Rodos, wrzesień 2016] Och, kto by przypuszczał, że rok może minąć tak szybko. Pytasz, co mnie znów sprowadza? Cóż, wpadłam sprawdzić, jak się trzymasz. Ok, dobrze, stęskniłam się – pasuje? No nie gniewaj się już za te ubiegłoroczne docinki o kryzysie. Wszyscy wiemy, że znów spadłaś na cztery łapy, masz się doskonale a Twoi fanatycy wciąż jak pomyleni wzdychają do Ciebie długimi miesiącami. Podczas gdy Twoje sąsiadki wdały się w toksyczne związki, zubożały, straciły dobrą reputację lub całkowicie zgubiły dawny blask, Ty jak zwykle dumnie popijasz ouzo, wzdrygasz ramionami i z tym typowym dla siebie szelmowskim uśmiechem mówisz mi, że trzeba się mniej przejmować i dużo bardziej cieszyć chwilą. Ech, Stara, ile już razy siedziałyśmy tak wspólnie nad brzegiem morza, patrząc jak słońce znika na horyzoncie i obmyślając strategie zawładnięcia światem? Nawet nie wiesz, jak dobrze Cię widzieć, Grecjo. 

Rok bez Grecji to rok stracony. Ta myśl dręczy mnie odkąd wiele lat temu po raz pierwszy zachłysnęłam się greckim powietrzem, spędzając wakacje u stóp Olimpu. Nigdy nie zapomnę pierwszej nocnej wyprawy wzdłuż kontynentu do Aten, pierwszego zachwytu na widok ateńskiego akropolu, odrazy po spróbowaniu ouzo oraz radości nad stłuczonymi naczyniami podczas jednej z pierwszych greckich imprez z sirtaki w tle. Zakochałam się w niej tak, jak tylko mogła zrobić to nastolatka – ślepo, naiwnie i na zabój. Po wybrzeżu olimpijskim i Atenach nadszedł czas na głąb kontynentu, a później całą masę wysp i wysepek. Nie obyło się też bez epizodu studiowania filologii nowogreckiej i ambitnych planów wyprowadzki do Salonik. Zeus najwyraźniej wysłuchiwał moich próśb kompletnie pijany, bo nieoczekiwanie zamieszkałam w Turcji, skąd z resztą bywało już bardzo blisko do regionu Macedonii Wschodniej i Tracji.

Nadszedł czas na Rodos. Czas najwyższy

Były pierwsze dni września. Koła samolotu z impetem uderzyły w płytę lotniska Diagoras, w twarz uderzyła fala gorąca zmieszana z morską bryzą, a do głowy myśl, że znów czuję się podejrzanie u siebie. Nie zdążyłam jeszcze zdjąć walizki z taśmy bagażowej, a awanturujący się Grecy już rzucili od niechcenia do siebie kilkoma malakas. Nim się obejrzałam, moja nieśmiała próbka łamanej i beznadziejnej greki zawiodła w stronę autobusu zmierzającego do stolicy wyspy – wyspy, na której przez 300 dni w roku świeci słońce; wyspy, na której powstała Nike z Samotraki; wyspy, którą przez cztery wieki władali Turcy; a wreszcie wyspy, która skrywa w sobie niesamowite ruiny rezydencji Mussoliniego.

Historie greckich wysp to ciąg burzliwych zmian akcji i brutalnych podmian głównych bohaterów. To, co wydaje nam się „greckim” od zawsze, o swoją „greckość” na przestrzeni wieków musiało walczyć mocno i zawzięcie. O tym, ile ma za sobą Rodos, najlepiej świadczy krajobraz stolicy wyspy. Sześćdziesięciotysięczne miasto o tej samej nazwie, usytuowane na północnym krańcu wyspy, zachwyca wielokulturowością i zróżnicowaniem architektury. Począwszy od starożytności wyspą władali m.in. Persowie, Rzymianie, Bizantyjczycy, Arabowie, Turkowie Seldżuccy, Osmanowie oraz Włosi. Każda z tych kultur odcisnęła tu swoje piętno, czyniąc wyspę wyjątkowo orientalną Grecją. Sama nie wiem, czy spacerując po malowniczych uliczkach starego Rodos, czułam się bardziej w Grecji czy w Turcji. Jedno jest pewne – taką ilością meczetów oraz elementów kultury muzułmańskiej nie powstydziłoby się niejedno zachodnie tureckie miasto..

Co warto zobaczyć w trakcie pobytu na Rodos? Jakie atrakcje skrywa w sobie stolica wyspy? Co warto tu kupić i czego za wszelką cenę unikać? Czytajcie już niebawem w kolejnych wpisach!

Lokalizacja: